19:49

'OBRZYDLIWA ANATOMIA' – BRZYDKIE STRONY BYCIA CZŁOWIEKIEM I CIEMNA STRONA CIAŁOPOZYTYWNOŚCI


Bycie człowiekiem nie jest łatwe. Z każdej strony atakują nas przekazy, mówiące o tym, jacy powinniśmy być, jakie decyzje podejmować i w końcu jak mamy wyglądać. Zwłaszcza kwestie estetyczne wydają się szczególnie trudne – kanony nieustannie się zmieniają, a obowiązująca w przekazach medialnych estetyka mniej lub bardziej wpływa na każdego z nas. A przecież bycie człowiekiem nie jest z natury estetyczne. Jak się z tym faktem oswoić i nie zwariować? Dlaczego jedna rzecz jest uznawana za obrzydliwą a inna nie? Skąd biorą się takie przekonania?




Jakiś czas temu trafiłam na książkę 'Obrzydliwa anatomia' Mary Altman. Lubię tematy związane z cielesnością, jeszcze bardziej lubię teksty, które pomagają mi zrozumieć, jak działa świat. Ten tytuł spełnia oba te warunki, dlatego z wielkim zainteresowaniem go pochłonęłam.

Zanim przejdę do treści, wspomnę o wydaniu. Książka ma twardą oprawę, piękną kwiatową wklejkę, zabawne ilustracje i – uwaga, uwaga – matronaty! Feminatywy stają się coraz bardziej powszechne, ale tego słowa jeszcze nie słyszałam. Ujmujące. Przekładu dokonała Ewa Androsiuk-Kotarska, znakomicie oddając humor autorki. Wydawnictwo Kobiece naprawdę stanęło na wysokości zadania. Proszę o więcej tak świetnie wydanych książek.

Historia ta jest zapisem podróży autorki przez własne kompleksy i konfrontację z tytułowymi obrzydliwościami. Mara Altman, zmagając się z licznymi urokami ludzkiej natury, postanowiła poszukać odpowiedzi, dlaczego uznaje daną rzecz za obrzydliwą i niepożądaną. Nie ograniczyła się jednak do własnego życia, spotkała się z wieloma specjalistami – lekarzami, antropologami, aktywistami, badaczami dziedzin wszelakich, żeby dotrzeć do sedna problemu. I to jest w tej publikacji najciekawsze.

Jakie tematy autorka wzięła na tapet?

Kobiece owłosienie, wszy, postrzeganie wyglądu swojej twarzy, wydawanie dźwięków podczas seksu, pocenie się, postrzeganie kobiecych piersi i pupy, zapachy okolic intymnych, hemoroidy, znamiona, wielbłądzie kopyto (nie, nie miałam pojęcia, o co chodzi), pobrania krwi, omdlenia, napięcie przedmiesiączkowe, okres i kurzajki.

Jak widzicie całkiem pokaźny obrzydliwy zestawik.

Konfrontacja z każdym z tych zagadnień była dla mnie interesującą przeprawą. Z jednej strony nie mogłam uwierzyć, że jedną osobę może dręczyć aż tak wiele problemów z cielesnością, z drugiej nie mogłam się nadziwić, że niektóre z tych rzeczy mogą stanowić dla kogoś trudność. Wiem, że ludzie są różni i popadają w przeróżne paranoje na swój temat, ale czasem trudno mi uwierzyć, jakich kompleksów można się nabawić przez życie w społeczeństwie.

Zaczęłam się zastanawiać, czy tak książka może komuś pomóc zaakceptować jakąś część siebie i... nie wiem.

Nie wiem, bo sama nie mam realnych problemów ze swoją fizycznością. Jasne, że nie miałabym nic przeciwko, gdybym zawsze miała gładką, miękką skórę i ładnie ułożone włosy. Ale ciało nigdy nie spędzało mi snu z powiek i gdybym mogła zmienić w sobie jakąś część ciała, to nie skorzystałabym z okazji. Nie jest mi to potrzebne do szczęścia.

Obserwuję na Instagramie różne profile związane z ciałopozytwnością, zdarza mi się czytać teksty na ten temat i zastanawiam się, czy takie działania, niekierowane na cielesną różnorodność, samoakceptację, normalizowanie tematu menstruacji i tak dalej, nie mają czasem odwrotnych skutków.

Weźmy na przykład nieszczęsną depilację. Naprawdę nie interesuje mnie co, kto i jak sobie goli, a czego nie. Nie śledzę też w internecie zbyt wielu profili nakierowanych na autora – są to najczęściej treści związane z kulturą, wspierające psychicznie, ewentualnie profile znajomych. Tam nikt nie koncentruje się na pokazywaniu swojego ciała, dzieje się to czasami przy okazji, ale nigdy nie jest głównym tematem. Profile ciałopozytywne pokazują przede wszystkim ciała. Przeglądam sobie instagram i widzę owłosioną nogę – taki jest cały przekaz. Jak wspomniałam, na co dzień jest mi to obojętne, ludzie podejmują różne decyzje, mają różne podejścia, a także problemy zdrowotne. Ale jak widzę zdjęcie nakierowane na czyjeś owłosienie, mam ochotę od razu biec po maszynkę, żeby przypadkiem nie mieć tak samo.




Normalizowanie okresu? Zużyte podpaski i pełne kubeczki menstruacyjne? Wystarczy mi, że co miesiąc muszę przeżywać to we własnym zakresie, serio.

Rozumiem, że może to komuś pomóc w zaakceptowaniu swojej fizyczności i funkcjonowania swojego ciała, ale ja zaczęłam podpadać w lekką paranoję. I tak – jej początkiem była ta książka. Bo może to jednak nienormalne, że ja się nie przejmuję tymi wszystkimi rzeczami? Bo może powinnam być w opozycji do presji kulturowej np. w kwestii depilacji? Może powinnam przestać się malować, żeby pokazać, jak bardzo się akceptuję?

Wiem, że zamysł jest dobry, ale ma on, jak widać drugą stronę. Cieszę się, że w czasie mojego dorastania internet nie wyglądał tak, jak w tym momencie i że pierwszy okres i pojawienie się gęstszych włosków na ciele, mogłam przeżyć w trybie offline. Bo wiecie co? Czuję, że gdybym musiała to wszystko analizować jeszcze bardziej, to już dawno bym zwariowała (a tak mogę zwariować dopiero teraz).

Cudownie byłoby, gdybyśmy wszyscy po prostu akceptowali samych siebie i nie potrzebowali tłumaczenia tego, jak działa presja, ciało i że wszystkie kształty i rozmiary są w porządku, ale to utopijne marzenie. Nie wiem jednak, czy rzeczywiście celowe próby normalizowania tych tematów sprawiają, że stają się one normalne. Może po prostu wystarczy być takim, jakim się jest, bez zbędnych komentarzy? Bo niestety mam wrażenie, że ta nieszczęsna owłosiona kobieca noga, tylko podkreśla opór i alternatywne wybory, zamiast normalizować temat. Ale nie wiem, rozwiązanie tej zagadki, to już pole popisu dla badaczy.

Nie zmienia to faktu, że książkę polecam, bo jest zabawna i pełna interesujących anegdot. Jak na Was zadziała? Tego nie wiem. Ja już się otrząsnęłam po jej przeczytaniu, jednak nie do wszystkich wątków chciałabym wrócić.

Co sądzicie na ten temat internetowej ciałopozytywności? Jak na Was to działa? Jestem bardzo ciekawa odpowiedzi.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2016 Skrzypek z poddasza , Blogger