18:59

Serial ‘After life’ – jak żyć, kiedy życie się kończy?


Czasem jest tak, że wchodzisz na przypadkowego bloga i czytasz przypadkowy komentarz. Jest to komentarz z cyklu niezbyt miłych, ale zawierający serialową rekomendację. Rekomendację napisaną tak, że jesteś przekonana, że to coś dla Ciebie i musisz to obejrzeć natychmiast. Przynajmniej tak było w przypadku moim i After life.







Tony niedawno stracił żonę i zupełnie nie radzi sobie z zaakceptowaniem tego, jak obecnie wygląda jego codzienność. Ma lekceważący stosunek do świata i ludzi, na każdym kroku deklaruje chęć samobójstwa. Czy uda się mu ułożyć życie na nowo?

Muszę zaznaczyć, że jeżeli przeżywacie niedawną śmierć kogoś bliskiego, rozstanie albo macie depresje lub ciężkie zaburzenia nastroju, to przełóżcie seans na inny termin. Mimo dobrego przekazu i pozytywnego wydźwięku, myślę, że wrażliwi na te tematy widzowie mogą źle znieść pewne wątki tej produkcji.





Jest to jedna z takich historii, które pokochacie albo znienawidzicie od pierwszych minut. Ja zdecydowanie znajduję się w tej pierwszej grupie, bo słodko-gorzki klimat opowieści, jest jedną z rzeczy, które kocham najbardziej. W tej samej minucie możecie się głośno śmiać i jeszcze głośniej płakać – dramaty są tu okraszone, specyficzną, często czarną, ale dużą dawką humoru. Humoru, który też na pewno nie trafi do każdego, ale jeśli już trafi, to ten serial jest Wasz.

Mimo tego, że jest to produkcja bardzo krótka (pierwszy sezon, to 6 odcinków, trwających niespełna po pół godziny) wątków i interesujących bohaterów, z potencjałem na dalszy rozwój postaci, pojawia się naprawdę sporo. Zaczynając od Tony’ego – mocno dotkniętego przez stratę bohatera, przez jego psa, który też ma wspaniałą rolę do odegrania (i w sensie filmowym, i symbolicznym wydźwięku historii), pojawiają się też tracący pamięć ojciec, terapeuta, który zupełnie nie angażuje się w przeprowadzaną terapię, prostytutka z dobrym sercem, oderwany od rzeczywistości listonosz, twardo stąpający po ziemi szwagier głównego bohatera czy nowo zatrudniona dziennikarka, z bardzo pozytywnym nastawieniem do niezbyt prestiżowej pracy. Postaci przewija się tu wiele, każda jest wyrazista, każda jest jakaś, każda odgrywa istotną dla historii rolę.  






Ricky Gervais słynie z poczucia humoru bez tabu, w którym nie zważa na to, czy się komuś naraża. Tutaj – owszem, też tak jest. Bohater przez niego odgrywany mówi, co myśli i widzi rzeczywistość w maksymalnie czarnych odcieniach. Jednak to wszystko ma swoje uzasadnienie, a w ostatecznym rozrachunku prowadzi widzów do pięknego finału i pokrzepiającej puenty.

Dla mnie to historia o tym, że niezależenie od różnic każdy człowiek ma wartość i wnosi coś do świata. O tym, że choć życie bywa cholernie trudne, każdą tragedię można w końcu przekuć na coś dobrego. To też opowieść o tym, żeby doceniać życie, niezależnie od tego, co nam przynosi.

Podobno ma powstać drugi sezon i początkowo miałam mieszane uczucia, co do tego pomysłu. Z jednej strony produkcja mogłaby się skończyć po pierwszym, bo to, co powinno, zostało domknięte. Jednak wciąż pozostaje spory margines na rozwój poszczególnych bohaterów, a naprawdę w każdym z wątków pobocznych jest potencjał na świetną historię. Mam nadzieję, że kontynuacja nie zawiedzie.

After life  mnie poruszyło, rozbawiło, dało do myślenia i najzwyczajniej w świecie trafiło w mój gust, bo to produkcja z tych, które cenię najbardziej. Początkowo kojarzyło mi się z Kidding, ale nie. Mylę, że tamta historia była jednak o wiele bardziej ponura w swoim wydźwięku. Chociaż nie wykluczam, że jeśli polubiliście Kidding, spodoba się Wam również After life.

Ten mini serial trwa zaledwie 3 godziny, więc jeśli macie ochotę na skrajne emocje, trudne tematy i świetnie wykreowane postaci, to polecam wieczór z tą opowieścią. Jeśli poruszają Was podobne historie, co mnie, nie będziecie żałować. Ja już myślę o tym, żeby przeżyć to wszystko ponownie. Serial możecie obejrzeć na Netflixsie





Zostań ze mną na dłużej :)


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2016 Skrzypek z poddasza , Blogger