16:52

Czy nienawiść jest zła? Polska po wydarzeniach w Białymstoku


Jedna rzecz, którą zrozumiałam z wiekiem, a kończę w tym roku 72 lata, to to, jak ważna jest bezwarunkowa miłość. Miłość do całkiem obcego człowieka. Miłość do natury, do zwierząt, skał, drzew. […] Ten krótki czas, który tu jesteśmy, powinien być wypełniony miłością do życia i radością. Nie bójmy się żyć. Co za straszna strata czasu żyć życiem przepełnionym nienawiścią.

Marina Abramović






25.05.2019
Jadę do centrum Gdańska zrobić małe zakupy. Jutro Dzień Matki, a ja jestem wyjątkowo nieprzygotowana, więc próbuję zorganizować coś w ostatniej chwili. Zupełnie zapomniałam, że dziś w Gdańsku będzie Marsz Równości.

Mijam wiele radosnych, kolorowo ubranych osób z flagami. Większe i mniejsze grupki, ludzie w dobrych nastrojach z masą pozytywnej energii. Patrzę na nich i trochę im zazdroszczę, bo widać, że świetnie się czują i jeszcze lepiej bawią. Przez chwilę zatrzymuję się przy myśli, że ja na ich miejscu chyba trochę bym się bała.

Idę dalej.

Nie myślałam za długo, jak się dziś ubiorę, mam na sobie zieloną bluzę, zielone trampki, dżinsy i ulubiony żółty płaszcz. Ubrania, które noszę ostatnio bardzo często, nic wyjątkowego. Mija mnie chłopak, na oko niewiele starszy ode mnie. Taksuje mnie wzrokiem i po chwili pluje mi centralnie pod nogi. Z bezczelną premedytacją.

Jestem zażenowana i odrobinę rozbawiona. Staram się zdystansować, ale zaczynam zastanawiać się, jakim, kurwa, prawem to zrobił. Po chwili docierają do mnie głosy z megafonu: stop homo propagandzie, chłopak, dziewczyna normalna rodzina i inne tego typu urocze hasełka. Widzę grupę, w większości młodych ludzi, głównie mężczyzn. Wielu z nich ma na sobie kultowe koszulki Polski Walczącej, niektórzy trzymają symbole religijne. Jest bardzo głośno, a w powietrzu wyczuwam okropną wrogość.

Jest mi potwornie niedobrze i szybko idę dalej. Jak najdalej.

Pewnie nie powinnam się przejmować, nie? Przecież jestem normalna. Zaraz wrócę do cieplutkiego domku, poza tym jestem ochrzczoną, heteroseksualną Polką, więc nie mam się o co martwić. Jestem bezpieczna.

Tylko że… to gówno prawda. Jestem sobą, więc się przejmuję. Za siebie – osobę, która tu żyje i zamierza żyć tu dalej, ale też za wszystkich, których temat dotyka bardziej bezpośrednio. I nie potrafię zrozumieć ludzi, którzy zachowują bezpieczny dystans. Nie chcę zrozumieć.

Mimo tej nieszczęsnej opozycyjnej grupy, którą mijałam, w Gdańsku było spokojnie.

Po wydarzeniach w Białymstoku jednak coś we mnie umarło.

Źle się dzieje w Naszym Pięknym Kraju, źle się dzieje od dawna.

Możemy się pocieszać, że to margines, że to nie w naszym mieście, że na szczęście nas to nie dotyczy.

Nie chcę siać paniki ani być złym prorokiem, ale od takich małych rzeczy się zaczyna. Od przemocy na nie robiących nikomu krzywdy ludziach.

Jest śmiesznie, kiedy obserwuje się kolejne absurdalne decyzje rządu. Śmiesznie, kiedy widzimy kolejne dobre zmiany prowadzące do kolejnej katastrofy. Bardzo śmiesznie.

Ale przestaje być śmiesznie, kiedy grupa ludzi (nie chcę podkreślać, że w obrębie jednego narodu), wystarczy powiedzieć, że LUDZI, rzuca się bez żadnej racjonalnej przyczyny na inną grupę, okazując jej tym samym bezpodstawną nienawiść.

Jeśli patriotyzm polega na dzieleniu ludzi na godnych i niegodnych Polaków, to nie chcę być patriotką.

Jeśli przykazanie miłości Twojego Boga nakazuje szerzyć nienawiść i wymierzać sprawiedliwość, to nigdy nie chcę Go poznać.

Jeżeli przeszkadza Ci miłość przypadkowych ludzi, którzy pragną tylko odrobiny zrozumienia i szacunku, to nie chcę wiedzieć, co jeszcze Ci przeszkadza.

Nigdy nie potrafiłam zrozumieć, co komu do wyborów życiowych innych ludzi. Tym bardziej nie potrafię zrozumieć, co komu do czyjejś natury.

Wyobraź sobie, że rodzisz się w kraju, w którym musisz udawać kogoś innego. Wyobraź sobie, że jesteś nastolatkiem, który zakochuje się po raz pierwszy i (jakby sytuacja sama w sobie nie była wystarczająco niezręczna) musi się ukrywać. Ukrywa się ze strachu i to nie o to, czy obiekt jego uczuć je odwzajemni, ale o to, że nie będzie miał życia. Że zostanie wykluczony i naznaczony na zawsze. Że kiedy dorośnie i będzie chciał zbudować poważną relację z ukochaną osobą, nie będzie mógł jej uprawomocnić, żeby np. móc bez problemu odwiedzić swojego partnera w szpitalu, kiedy wydarzy się coś złego. Wyobraź sobie, że nie możesz złapać ukochanej osoby za rękę w miejscu publicznym, bo się boisz. Nie tylko tego, że ktoś krzywo na Was spojrzy, ale przede wszystkim tego, że może zrobić Wam fizyczną krzywdę. Psychicznej doświadczasz na co dzień, bo musisz trzymać głęboko w sobie tak istotną częścią tego, kim jesteś.

Nie potrafisz?

To spróbuj pomyśleć, że chodzi o Twoje dziecko. Jesteś mocno zaangażowany w życie państwa i kościoła, więc na pewno jakiegoś się dorobisz. Skoro wzrasta w wartościach, które mu wpajasz, pewnie Ci nie powie, kim jest. Tym bardziej, spróbuj pomyśleć, jak cholernie trudno jest się ukrywać każdego dnia. Zadręczać się, że jesteś inny. Żyć w przeświadczeniu, że rodzina cię nienawidzi za to, jaki się urodziłeś. Nie rusza Cię to? Może ruszy, kiedy dziecko postanowi ukrócić sobie cierpienia.

Żebyśmy się dobrze zrozumieli – nie mam nic do patriotów, nie mam nic do osób wierzących. Ale mam całkiem sporo do wycierania sobie gęby wartościami, o których nie ma się pojęcia. Bycie Polakiem nie polega na urodzeniu się heteroseksualnym samcem alfa i dążeniu do czystości narodowej. Wiara nie polega na szerzeniu nienawiści, w imię miłości (tak jak sensu nie ma pieprzenie się w imię cnoty).

I abstrahując już od konkretnych symboli i ich patologicznego kontekstu – nienawiść zawsze pozostaje nienawiścią, niezależenie od tego, w jakie opakowanie ją ubierzemy.



Czasem dystansuje się od rzeczywistości, bo dzieje się tyle złego, że nie potrafię objąć tego swoim małym umysłem. I jasne, nie mogę przeżywać każdej tragedii na świecie i płakać nad każdą ofiarą niefortunnych zbiegów okoliczności.

Ale żyję tu i teraz. W tym kraju i w tej rzeczywistości. Nie wiem, czy kiedykolwiek uda mi się realnie wpłynąć na jej kształt, bo jestem tylko jednym anonimowym człowiekiem. Ale będę próbować, chociażby swoim pisaniem, chociażby głosem oddawanym w wyborach, na kogoś, komu zależy i kto chce coś zmienić. Nie chcę emigrować, jestem Polką i zależy mi, żeby mój kraj był dobrym i bezpiecznym miejscem dla każdego, kto zdecyduje się tu żyć. Jeśli kiedykolwiek założę rodzinę, chcę, żeby moje dzieci mogły być sobą, a na ulicach widziały spokojnych, życzliwych, zadowolonych z życia ludzi.

Nie chcę myśleć, że to utopia, bo równie dobrze od razu mogę wywiesić białą flagę.

Nie mogę też zrozumieć osób, które publicznie odcinają się od sprawy. Zwłaszcza osób znanych i wpływowych, których opinie realnie kształtują opinie innych. Mnie to nie dotyczy? Nie mam zdania

Serio, kurwa?

Ja w takim razie też się odcinam. Odcinam się od osób, dla których pieniądze, popularność i kontrakty reklamowe są ważniejsze od pozytywnego wpływu na ludzi. Serio, chcecie współpracować z markami, które pragną promować się wydmuszkami bez światopoglądu? Chcecie być jednostkami, które nie potrafią powiedzieć – nie zgadzam się na krzywdę, nie zgadam się na nienawiść, nie zgadzam się na zło? Bez kręgosłupa moralnego na pewno jest dużo wygodniej.

Nie wiem, jak można wzbudzić nienawiść tym, co się je, jak się wygląda, co się czuje i w końcu – jakim się urodziło.

Jasne wśród ludzi zawsze będą różnice w poglądach, postrzeganiu świata i odczuwaniu różnych rzeczy, ale to właśnie poznawanie tej różnorodności jest jednym z piękniejszych powodów, żeby żyć.

Nie bardzo wiem, jak można popierać czy nie popierać osoby LGBTQ+, nie bardzo wiem, jak można mieć zdanie na ich temat. To nie jest żadna magiczna wspólnota, tylko ludzie, którzy z natury reprezentują seksualność odmienną od tej podstawowej, uznawanej za powszechną. Czy mówi to o nich coś więcej, jako jednostkach? Nie, bo jak już wspomniałam, każdy człowiek jest inny i ma do tego (przynajmniej w teorii) całkowite prawo.

Wszystko oczywiście do czasu, kiedy celowo nie krzywdzi się innych. Warto tu zaznaczyć, że miłość do danej osoby czy noszenie obcisłych spodni, kiedy mamy nadwagę, krzywdzeniem innych zdecydowanie nie są.

Jasne, każdy ma prawo być tym, kim jest.

Pod warunkiem, że nie krzywdzi. Że nie szerzy nienawiści. Nie daje (rzekomo) dobrych rad, karmiąc swoje ego.

Nie ma we mnie zgody na zło i nigdy nie będzie. Nigdy też mój świat nie był czarno-biały, dlatego zawsze próbuję myśleć o każdej sytuacji indywidualnie i z różnych perspektyw.

Ale o tej, cholera jasna, nie umiem. Nie potrafię znaleźć w sobie zrozumienia dla brutalnego potępiania innych za sam fakt, że ośmielają się żyć.

Na koniec anegdota. Byłam niedawno na openerowej wystawie artysty Daniela Rycharskiego. Daniel jest gejem, katolikiem, żyjącym w małej wiejskiej społeczności. Chyba jeszcze nigdy żadna sztuka współczesna mnie tak nie poruszyła. Pojawiły się tam treści o byciu sobą, zrozumieniu dla innych i zbawieniu. O, ironio, niektóre z jego prac nie zostały przyjęte przez organizację Wiara i Tęcza. Jak widać, o podziały jest bardzo łatwo. Niezależnie od środowiska, w którym się obracamy.  

To nie jest tak, że są jacyś my i jacyś oni. Ludzie są różni, wszędzie i utożsamiają się z często pozornie sprzecznymi wartościami. Dlatego patrzmy na świat szerzej, bardzo proszę.

Choć rzeczywistość ma wiele odcieni szarości, a większość sytuacji ma swoje dobre i złe strony, są sprawy, które są jednoznacznie złe. To, co wydarzyło się w Białymstoku, to właśnie jedna z nich.

Marzę o świecie, w którym ludzie są dla siebie dobrzy. Zamiast bez przerwy się oceniać, starają się zrozumieć. Pomagają, zamiast kopać i kochają, zamiast nienawidzić. Tak, chciałabym tego bardzo.

Jeśli uważasz, że nienawiść jest w porządku, to nie ma dla Ciebie miejsca, ani na moim blogu, ani w moim życiu. Mam otwarty umysł, wiesz? Ale niektóre rzeczy przerastają moje pojęcie.

Myślę o przyszłorocznym Marszu Równości. Może się wybiorę? Zrobię porządną fotorelację i tym samym podpiszę się pod wolnością, równością i różnorodnością.

Tak. Jeśli nic mi nie przeszkodzi, tak właśnie zrobię.

Zostań ze mną na dłużej :)



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2016 Skrzypek z poddasza , Blogger